Wirtualna bliskość
24 kwietnia w ramach projektu Wspólna Scena w sali teatralno – widowiskowej Miejskiego Centrum Kultury można było zobaczyć ,,Kruka z Tower”. Sztukę wystawił Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi. O samej sztuce i o autorze wiadomo niewiele. Napisał ją Andriej Iwanow, rocznik 1984. Mieszka w Mińsku, jest filologiem i dramaturgiem. Reżyseria: Robert Katusek. W spektaklu bierze udział dwójka aktorów: Ewa Audykowska – Wiśniewska i Mateusz Czwartosz. Są znakomici.
,,Kruk z Tower’’ to kameralna i niezwykle aktualna opowieść o samotności, która staje się największym zagrożeniem współczesnego świata. Historia o niemożności skomunikowania się z najbliższymi i braku odwagi, by spotkać się z drugim człowiekiem twarzą w twarz, o trudach dojrzewania i zagrożeniach, jakie rodzi ucieczka w wirtualny świat. Taka informacja jest zamieszczona w Internecie.
Kruki z Tower mnie się jednak kojarzą z burzliwą historią Anglii. W twierdzy Tower of London było więzienie, w którym przebywali przegrani pretendenci do władzy. Także Elżbieta I, córka Henryka VIII i Anny Boleyn, która potem rządziła Anglią przez 44 lata. W więzieniu towarzyszyły jej kruki, legendarni strażnicy brytyjskiego królestwa. Jeśli jednak kruki symbolizujące tajemną wiedzę opuszczą Tower, królestwo upadnie. Czy tak samo upadnie rodzina składającą się z matki i syna? Po obejrzeniu spektaklu ,,Kruk z Tower’’ można dojść do wniosku, że wszystko na to wskazuje, bo relacje między nimi są fatalne.
Nastoletni Kostia po śmierci ojca żyje w konflikcie z matką. Wolny czas spędza przed komputerem, pała nienawiścią do świata. Matka jak to matka stara mu się jednak nieba przychylić. Kupuje papużkę falistą. Gdy to się nie spotyka z entuzjazmem syna, wyrzuca ptaszka na dwór mimo panującej wichury. Ptak oczywiście ginie. Kobieta zachowuje się co najmniej infantylnie, jest denerwująca. Oboje sami się symbolicznie zamykają w osobnych klatkach. Matka ze strachu o syna przeprowadza niecodzienny eksperyment. Powołuje do życia Toffi. Do wirtualnego życia. Toffi to słodki nick, do którego zostaje dołączony równie słodki wizerunek pięknej dziewczyny o długich rzęsach, z gatunku tych, które wszystkim się podobają Aby tylko Kostia nie był homoseksualistą.
W ten niesamowity sposób oboje bardzo zbliżają się do siebie. On – nick Kruk z Tower, pisze jej o koledze, z którym urządził pokoik w starej fabryce, ona podaje kłamstwo o alergii, która jej nie pozwala funkcjonować w dzień, tylko w nocy. To dlatego nie mogą się normalnie widywać w realu. Kostia opowiada historię podsłuchanych wierszy. Ukradł mu je kolega, wszyscy się z niego śmiali. Musiał zmienić klasę. Zaczyna się zachowywać jak mężczyzna. Mówi, że kocha, prawi komplementy. Nie można w tym wszystkim zapomnieć jednego: jak mówi, jakich słów używa. A są one straszne i bezsensownie głupie w wielu sytuacjach. Przecież curvus, curva, curvum po łacinie znaczy ,,krzywa'' i nie ma nic wspólnego z najstarszym zawodem świata. Aby zrozumieć własne dzieci, też tych słów używamy; matka Kostii też. I wielu z nas to się podoba. Przynajmniej jest śmiesznie. Kostia, czyli Kruk z Tower, bo pod takim nickiem występuje w sieci, dowiaduje się wreszcie, że pod nickiem Toffi kryje się matka. Krzyczy, że tego się nie wybacza. Jednak chyba sobie oboje wybaczają. Oboje piszą wiersze. Nic dziwnego, że syn ma podobne zainteresowania jak mama. Podsumowanic sztuki jest pochwałą Internetu, który zbliża także bliskich sobie ludzi. Za…biście!?
Anna Staniaszek
